Balance
Ostatnimi czasy padały pytania jak sobie radzę podczas narodowej kwarantanny. Z każdej strony obostrzenia, nakazy czy zalecenia. W czasach, gdy z każdej strony zionie nowa rzeczywistość, ja stoję niewzruszona. W końcu na studiach mówili: to, co nowe zawsze budzi lęk. Ludzie od zawsze boją się tego, co się dzieje, gdy kończy się życie.
Czasami mam ochotę zrobić swoisty kolaż z cytatów, tego co słyszę i bawić się formą. Ale to by było jak wycieranie sobie mordki czyimiś opiniami.
Zamiast tego pochyle się nad pytaniami z ostatnich kilu miesięcy. Nie będzie to jednak post o tym jak przerwać epidemię wirusa, choć ja bym to nazwała pandemią strachu. Pandemią w starym tego słowa znaczeniu, bo to nie dotknęło mnie czy Ciebie. To się rozlało po całym świecie i ktoś, kto mówi, że się nawet przez sekundę nie obawiał, zwyczajnie kłamie lub doskonale wie o co chodzi z tym wirusem.
Nie będzie to post o teoriach spiskowych, tezach o jego powstaniu. Użyję metafory, że koronę się nosi na głowie i właśnie na tej głowie, którą okala korona chcę się skupić.
Strach - naturalna ludzka emocja. Jedna z najstarszych, jak mnie pamięć nie myli. Reakcja lękowa uruchamia mechanizmy ucieczki lub obrony. A na poziomie biochemii - wzmożoną produkcję adrenaliny i w uproszczeniu podwyższony poziom kortyzolu. Kortyzol odpowiada za zachwianie balansem naszego organizmu, również jego odporności, którą się tak bardzo ostatnimi czasy komentowało. Strach to bardzo potrzebna, ale też i na dłuższą metę bardzo wyniszczająca emocja.
Kluczem w mojej ocenie, zresztą praktykowanym, jest racjonalizacja oraz pielęgnowanie nawyków. Jedno z pierwszych pytań jakie padły, gdy cała ta spirala strachu zaczynała się nakręcać, było: czemu tak podkreślasz to, że wychodzisz do pracy i kupujesz kawę poza domem? Otóż mówiąc głośno o swoich niezmienionych nawykach, moją głowę tak nie uciskała korona. Zachowując tak dużo z nawyków, jak mogłam, umacniałam się w poczuciu, iż jest w miare normalnie.
Zewsząd wylewały się statystyki, głosy co wolno, czego nie, co zrobić by przetrwać atak na swoje zdrowie. A ja na chłodno analizowałam, co powinnam zrobić by się rozwijać. Wyłączyłam telewizję i zaszyłam się w książkach. Hałda wstydu, bo od dawna nie jest to stos hańby, zaczęła się zmniejszać. Moja wiedza zaczęła rosnąć, a strach malał. Wychodzenie do pracy powodowało, że nie miotałam się bezsilnie w zamknięciu. Wręcz przeciwnie - okoliczności sprawiły, że rzucałam się w wir pracy, co akurat jest dla mnie najlepszym sposobem na pokonywanie trudności.
W konsekwencji zmieniającej się rzeczywistości, zaczęło się pojawiać dużo webinarów i szkoleń online. Nie będę ukrywać, że dla mnie najlepsze szkolenia to takie, na które mogę przychodzić w kapciach i nawet piżamie przed... ekran komputera. Także dla mnie, kolejny plus. Nagle na wyciągnięcie ręki zaczęło być dużo wiedzy i to całkiem różnej, więc jak nie seriale to podcasty, szkolenia. Mózg zajęty, uwaga skupiona na rozwoju, a nie na zamartwianiu się.
Jakby się ktoś zastanawiał czemu nie pisałam tego, kiedy faktycznie było potrzebne, odpowiedź jest jedna - nie idę za modą szukając poklasku. A poza tym, właśnie teraz zaczynają wypływać problemy psychiczne tak głęboko zakopane przez uciskające głowy koronę. Gdy głośno mówiłam o tym, że będzie większa liczba samobójstw, depresji czy przemocy domowej, niezbyt chciano słuchać. Gdy wspominałam przerywane terapie w imię onlinowego substytutu i zwracałam uwagę na e-recepty, e-zwolnienia i konsultacje lekarskie przez telefon, głowy uciskała jedynie korona. Szkoda, że dba się o zdrowie ciągle pomijając higienę głowy i balans psychiczny.