Words
Czasami się zastanawiam skąd ludzie biorą wenę? Odprawiają jakieś magiczne czary nad kubkiem herbaty, kawy czy innych trunków? Ciekawi mnie jak to jest z pisaniem u najbardziej poczytnych autorów.
Jakiś czas temu odbyłam rozmowę. Wiem - nic nadzwyczajnego. To prawda, rozmowa była całkiem zwyczajna, a mi utkwiło jedno zdanie: ciekawe co się wtedy u ciebie działo, że napisałaś tego posta.
Może nie takie były dokładnie słowa, ale sens jak najbardziej zachowałam. Od tamtej pory mam to zdanie z tyłu głowy. Kiełkowało sobie czekając na moment, kiedy dojrzało do wystukania ciągu liter. Znów wydaje mi się to bez większego sensu i głębi, ale tak właśnie wygląda mój proces.
Coś we mnie utkwiło jakiś czas temu i zostało. A ja dalej obserwowałam, słuchałam, rozmawiałam, syntetyzowałam. Świat nie stanął w miejscu. On się nigdy nie zatrzyma. Nieważne co się stanie, jak śpiewał klasyk: show must go on.
Bez względu na to czy kogoś spotyka problem, przeszkoda, tragedia, świat nie stanie w miejscu. Nie oszukujmy się. To my się zatrzymujemy na chwilę, żeby przeżywać, nie świat.
Tak samo jest z moimi myślami: coś przykuje moją uwagę i zostaje w podświadomości. Jakby mały element, który czeka, bo wie, że będzie więcej. Robi się z tego wyobrażenie, a potem nawet ja nie wiem, gdzie mnie to ostatecznie poniesie.
To, co widać to skutek. Wypadkowa zdarzeń, bodźców i słów. Nie powstaje natychmiast i nie zapisuje się od razu.