Nowy Rok vs. Nowa Ja

 Nowy Rok nastał, a wraz z nim te wszystkie wersje "Nowa/-y Ja". Celowo nieco wstrzymałam się z tym postem, bo na początku roku brzmiałby:

Nowy rok, nowa ja! Zeszły to był taki noo... słabiutki, ale teraz to jest nowy! Teraz to ja im pokażę! Teraz to ja rzucę to palenie!/Schudnę!/Będę oszczędzać! (Czy co to tam sobie kto wymarzył). 

No fajnie! Jest cel. Jest dwanaście miesięcy, więc teraz musi się udać, nie? Bo te poprzednie dwanaście miesięcy to było jakieś takie... O! Wiem! To były miesiące testowe! Taka tam wersja pilotażowa czy demo, nie? Teraz to jest nowy rok, ja jestem już wersją 2.0 i dam radę! No to jedziemy z tematem!


I poooojechali młodzi bogowie i boginie w poszukiwaniu swojego nowego ja! Prawdopodobnie po dwudziestu dniach nowego roku zaczęło się: nooo dzisiaj mi nie wyszło, ale jutro dam radę! Tak! Zacznę od jutra! I dalej jeszcze więcej wymówek, usprawiedliwień, wykrętów i cała masa tego typu rzeczy.

Już? Obudzili się ze snu zwanego "nowy rok, nowa/-y ja"? To teraz przyjrzyjmy się temu "znowu w życiu mi nie wyszło" jak śpiewał klasyk. 

To, co tak ochoczo robimy to stawianie sobie dużych, często nierealistycznych celów. Nikt tego nie kalkuluje na chłodno, tylko leci za modą - nowy rok, to trzeba jakieś postanowienia zrobić. Otóż nie. Nie trzeba. Postanowień nie dotrzymasz. Nie wierzysz? To zobacz co się stało z poprzednimi i tymi z przed dwóch lat i tymi dalszymi. Co roku to samo. Dlaczego?

Właśnie dlatego, że duże cele są duże. To oznacza, że są długoterminowe. Wygląda  to mniej więcej tak, jak nagle planujesz przebiec maraton, a na mecie masz swój cel. No pięknie to wygląda. Tak ambitnie, kusząco. Tylko, że od startu do mety jest szalenie długa droga. Co będziesz robić przez dwanaście miesięcy? No właśnie. Przecież musi być jakiś check point po drodze. No bo jak będziesz wiedzieć, że to półmetek? Kalendarz to jedno, ale wysiłek i praca nad sobą to coś zupełnie innego. 

Noworoczne postanowienia nie wychodzą jeśli nie przekształcimy je w realne cele. Planując tak duże zmiany trzeba przeanalizować cele pośrednie, by wystarczająco motywowały do dalszej pracy. Kolejnym punktem, wręcz obowiązkowym do analizy są nawyki. Jak chcesz planować zmiany bez zmian nawyków? Jak ustalać cele dzienne, tygodniowe, miesięczne czy roczne bez pracy u podstaw?

I wreszcie coś, czego nikt nie lubi - porażka. Każda wprowadzona zmiana jest okupiona porażką. Zawsze! Wprowadzasz zmiany, uczysz się nowego, czujesz zmęczenie i naturalnie przychodzi okres zagubienia, który kończy się porażką. W psychologii zmiany jest to naturalny cykl. Wyznacznik tego, że idzie się w dobrym kierunku. Oczywiście porażki nie przewidzisz. Każdy z osobna przechodzi to inaczej. I to jest najtrudniejszy etap tego maratonu - przygotować się na porażkę i się po niej podnieść silniejszym. 

Teraz rozumiesz czemu nie warto iść w stronę "nowa/-y ja"? Rzucając się ochoczo za modnym trendem polegniesz z kretesem. Zmiany się planuje. Każde nowe 365 dni to nowe kartki, wykorzystaj je z głową, a wszystko się uda.

Popularne posty