#Truth
Długo nosiłam w sobie te słowa, pozwalając im odpowiednio dojrzeć i też przeczekując burzę, którą by wywołały. Nie chodzi mi o burzę w szklance wody. Chodzi mi o przekazanie moich wartości.
W zasadzie ten post powinien mieć inny tytuł, bo mam ochotę pisać czym dla mnie jest kłamstwo i w sumie? Nikt mi nie może tego zabronić.
Jeśli kłamiesz to celowo oszukujesz: albo siebie albo ludzi obok ciebie.
W tym pierwszym przypadku to przykre, że trzeba podnosić sobie samoocenę przez budowanie swojego ja nierzeczywistego. Smutne, ale niektórzy tak robią. Jeszcze smutniejsze jest to, że żyją w takim świecie, bo nie umieją zaakceptować swoich wad/niedoskonałości.
SPOILER ALERT!!!
NIKT NIE JEST DOSKONAŁY. NIKT.
Jeśli masz świadomość własnych wad, to dobrze. Twoje cechy czynią cię wyjątkowym.
W drugim przypadku jest dużo gorzej. Jeśli kłamiesz, by osiągnąć swoje korzyści jesteś (według mojego osobistego moralnego dekalogu) szumowiną. Jeśli kłamiesz budując z kimś relację, to wyobraź sobie dom usadowiony na palach. Ma prześwity w fundamencie przez kłamstwa. Każde kolejne (by utrzymać jedno kłamstwo, trzeba wymyślać kolejne) kłamstwo podcina te pale. Jak wszystko pierd&%nie, to co zostało? Myślisz, że można odbudować coś, ciągle zastanawiając się co jest prawdą, a co kłamstwem? Wątpię by ktoś chciał mieć to permanetne poczucie destabilizacji.
Prawda jest odpowiedzią na wszystko. Jeśli jesteś prawdziwą osobą, nie udajesz, nie grasz, nie kłamiesz, ludzie to wyczują i będą do ciebie lgnęli.
The truth. Always.