Regeneration
Kiedy myślę o lipcu, mam wrażenie, że jestem już w zupełnie innym miejscu niż na jego początku. Czerwiec, a raczej jego druga połowa, miała być już poświęcona przywracaniu mojego normalnego rytmu. Naturalną konsekwencją była kontynuacja w lipcu.
Moje ciało dawało mi znać na każdym kroku jak bardzo potrzebuje resetu, oczyszczenia czy co tam sobie wstawicie, żeby było po Waszemu nazwane.
Wszystkie mięśnie miałam spięte. Czułam się wymęczona psychicznie i fizycznie. Padałam do łóżka, by rano z niego zjechać. A układ trawienny dawał mi znaki, że kawę trzeba albo mocno ograniczyć albo odstawić.
Na całe szczęście przydarzył mi się urlop. Miałam możliwość zetknąć się z rehabilitantką i zielarką. Obie panie nawet nie wiedzą, że zmieniły mi oś funkcjonowania. Za co czuję wdzięczność, bo to, że jest źle czułam od dłuższego czasu. A to jak jest źle, właśnie one mi uzmysłowiły.
Łapałam się na tym, że mam jakiś plan dnia i pierwotnie miała być to tylko rama spinająca dni, a ja parłam do przodu by to realizować. Miało być na spokojnie, a wychodziło jak zwykle - śniadanie i zbieranie się do wyjścia.
Przygód było mniej, ale masa pięknych widoków gwarantowana:) W pełni wypoczęłam dopiero w drugim miejscu "noclegowym". Tam już tak nie pędziłam od rana. Tam był czas na czytanie wśród zieleni z widokiem na góry.
Przywiozłam ze sobą masę wspomnień i nowe nawyki, które staram się przyswoić. Nie wiem jak to wychodzi spod moich palców, ale kawy piję mniej. Za każdą wypitą filiżankę, musi być wypita szklanka wody. Ograniczyłam mięso i nabiał, a dużo bardziej stawiam na posiłki wege. Pilnuje bardzo suplementacji magnezu, wit. d i k oraz dobrych olejów bogatych w omega. Zioła potrafiłam pić zamiast popołudniowej kawy albo zwykłej wody. Najlepiej ciepłe albo letnie napary. Obecnie mam przerwę, ale myślę, że niebawem zacznę znów. Tym razem mieszanka na rozluźnienie, nie na oczyszczenie limfy.
Kolejną nowością u mnie to ćwiczenia. Tym razem na warsztat wzięłam jogę, żebym mogła dobrze rozciągnąć mięśnie. Po tygodniu w górach myślałam, że początki z jogą będą jak bułka z masłem. Bułka...bułka to ja jestem w tym wszystkim jak się okazuje. Nie spodziewałam się, że mam aż tak słabe mięśnie. Jak się okazuje nóg również. Także toczę się codziennie do stanu, w którym będę czuła, że w końcu moje ciało nie jest napięte jak struna i odżywione by dalej kreować cuda ;)
W końcu właśnie zaczynam wyznaczenie nowego rekordu książkowego;) Jak ja to zrobiłam? Nie wiem:) Wiem tylko, że miałam ogromny głód na czytanie. Dalej mam sporo pozycji książkowych, które bardzo mnie interesują i chcę je zgłębić. Nie skupiam się na liczbach, a na tym, by czytać. I jakoś tak samo wychodzi;)
Tydzień 30
Przeczytane: 63
Rozpoczęte: 3