#NewMeNewLife
Wczoraj czytając książkę rzuciło mi się w oczy moje ulubione hasło: nowy rok, nowa ja ;) Nie mogłam przejść obok niego obojętna. Nie czułabym się sobą, jakbym się nad tym nie zatrzymała, nie uśmiechnęła lekko szyderczo. Zatrzymałam jednak wzrok na dwóch wyrazach: nowa ja. Zaczęły mnie zastanawiać: jakby brzmiała ta fraza, jakby miała się odnosić do mnie? Do mojego charakteru, filozofii życiowej?
Nowa Ja, Nowe Życie
Właśnie tak by to było: praca nad sobą (tu jeszcze w szerokim ujęciu) sprawiłaby, że zaczynam się zmieniać, więc naturalną konsekwencją jest zmiana mojego życia.
A skoro lubię rozwój, zmiany i moje życie lubi się zmieniać też kiedy nie mam na to wpływu, to nie obyło się bez zmian i w tym roku.
Nawiązując do tego, że nie zawsze mam wpływ na to, jak moje życie się zmienia, chciałam na chwilę zatrzymać się nad zmęczeniem. Dużo rzeczy mnie zmęczyło w zeszłym roku: praca, życie, blog, zdrowie. Nie miałam ochoty wracać do pisania. Nie było czasu na to, by to było wartościowe, w moim odczuciu. Dałam sobie przestrzeń, by zaopiekować się sobą na tyle, by móc funkcjonować w codzienności do Świąt Bożego Narodzenia.
Może taka mała dygresja, że jako współwłaścicielka firmy jestem w pracy czasami "24h/dobę". Dla mnie praca nie kończy się za drzwiami biura. Biorę ją do domu albo sytuacje wymuszają pracę popołudniami. Nie piszę tego, by się skarżyć. Piszę jakie są fakty. Praca dla siebie to inne obowiązki, a mając podwładnych są one jeszcze inne. Jest dużo stresu, napięć, zmienności i to wszystko w długiej perspektywie obciąża moją psychikę. Mówiąc wprost: męczy mnie i jak każdy człowiek potrzebuję odpoczynku.
Po zeszłorocznym spotkaniu z coachingiem, byciu w procesie, zdecydowanie mam jeszcze większą świadomość co do opiekowania się sobą. Także daje sobie całkowite przyzwolenie, w najtrudniejszych dla mnie momentach, by nie robić nic, na co nie mam ochoty i czego w danym momencie nie potrzebuję.
Mam też świadomość tego, że ten wpis będzie najbardziej osobistym i szczerym w porównaniu do poprzednich.
Dość długo się zastanawiałam czy wracać do idei miesięcznych podsumowań, ale czas tak szybko biegł, że życie zdecydowało za mnie. Potem zastanawiałam się nad kwartalnymi i te myśli jakoś nie budziły mojej ekscytacji. A dzisiaj czuje, że są rzeczy, które chce zostawić.
Cały ten blog był trochę dla mnie i trochę dla innych. Dla mnie miał być przestrzenią do wypisywania z siebie emocji. Tego, czego nie mam jak wypowiedzieć w bezpiecznej przestrzeni, bo boli za bardzo albo zwyczajnie uwiera na tyle, że "muszę, inaczej się uduszę". I niektórzy czytali te moje wywnętrzanie się, dając informacje zwrotną, że coś z tego biorą dla siebie. Dlatego pisałam dalej, z myślą, że może będzie to inspiracją, wsparciem, wskazówką.
Nie chcę brzmieć ani górnolotnie ani zarozumiale, ale moją supermocą jest dopasowanie. A życiową filozofią: weź to co masz i zmień to tak, by funkcjonowało dla Ciebie, nie przeciw Tobie.
Starałam się pokazywać, choć skrótowo, jakie mam strategie, czego próbuję i mi wychodzi, a co mi kompletnie nie wychodzi i dlaczego. Czy to wszystko tak ładnie wybrzmiewało? Nie wiem. Jestem tylko człowiekiem, z coraz większą świadomością siebie.
I wydaje mi się, że to już widać. W każdym razie ja widzę zmianę, w jaki sposób piszę posty na przestrzeni lat. Widzę, które opcje rozwoju dają mi pożądane zmiany, a które życiowe sytuacje pokazują mi gdzie mam braki.
Nowa Ja zaczęła się od początku roku. I choć podczas Sylwestra nie miałam żadnych przeczuć co do tego, jaki ten rok będzie, to dzisiaj mam poczucie, że to będzie rok zmian. Zmian, na które czekałam od lat. Na które się przygotowywałam, marzyłam, wizualizowałam, zaklinałam rzeczywistość.
To co? Konkrety? ;) Prawie 13 lat funkcjonuję w branży, która jest pasjonująca, zmienna i popycha mnie do rozwoju, jak nic innego, ale nie jest moja. Ta branża mnie oszlifowała, zahartowała i udowadniała, że chcieć to móc. Wydobywała ze mnie moje najlepsze i najgorsze cechy. Sprowadzała brutalnie na ziemie, pokazując gdzie mam braki, by za chwilę wznieść mnie na wyżyny wiedzy, w której byłam ekspertem. Branża, w której zmienność to stały element i poczucie, że nic nie jest dane raz i na pewno. Powiedzieć, że tego nie lubię, to kłamstwo. Lubię zmienność i tą nieustanną przygodę, choć strasznie męczy.
W cieniu tej dynamicznej branży zawsze tlił się jasny płomień moich zainteresowań. Później, mocniejsze światło zawodu, a każde kolejne szkolenie czy proces, sprawiało, że to światło się tylko wzmacniało. I dziś czuje to światło w sobie mocno. Nie bez wpływu ostatnich podjętych decyzji: wróciłam na formalną ścieżkę edukacji. Dziś szlifuje i hartuje się w zawodzie. I mam nadzieję, że w drugiej połowie roku będę już praktykować i zmierzać do akredytacji.
Druga nowość to ruch. Dałam się namówić na start w zawodach biegowych i ładnie idą treningi. Po co mi to? Bo super rozładowuje kortyzol w organizmie. Bo poprawia moją kondycję. Bo pojawiają się endorfiny i czuje się lepiej.
Czy lubię biegać? Nie;) Ale lubię się ruszać, lubię patrzeć jak mój organizm robi postępy. Może polubię bieganie po starcie, bo jest plan na życiówkę. Dystans nie jest jakiś oszałamiający, bo 5 km, to chyba najmniej co można pobiec w zawodach, ale dla mnie brzmi dumnie.
#StayTuned
#Petarda