Observer
Ostatnio moim ulubionym zajęciem jest obserwowanie ludzi. Rozsiadam się wygodnie i przy kubku kawy patrzę na pędzący obok mnie świat.
Tak sobie myślę: chyba przekleństwem dzisiejszych czasów jest dostępność wszystkiego. Wylewa się to ze sklepów i mediów. W dobie materializmu przyglądam się relacjom międzyludzkim.
Przykro patrzeć jak ciężko być człowiekiem uprzejmym dla innego. Jak ciężko dziś o dobre maniery i człowieczeństwo. Przykro patrzeć, że wszystko można nabyć, ale nie zasady moralne, uczciwość czy dobroć.
Jeszcze gorzej mają się relacje romantyczne. Nie mogę wyjść z podziwu jak ludzie tworzą relacje zależności. Zupełnie jakby to miało gwarantować, że ci zależni zostaną przy tych, od których zależą. Jak łatwo teraz myśleć, że ktoś może do kogoś należeć. W zasadzie to na jakiej podstawie możemy kogoś posiadać? Czy ten materializm nie zaszedł już za daleko?
Zadziwia mnie to jak ludzie starają się wykreować świat zależności dla tej drugiej osoby. Te bartery za uczucia są dla mnie niezrozumiałe. Bo co można dać osobie, która ma wszystko? Uczucie właśnie. Niby to takie proste a jakie surrealistyczne; ktoś może chcieć od nas obecności, wsparcia czy troski w zamian za to samo. Tak po prostu.
To takie niezrozumiałe, że podstawą jakiejkolwiek relacji jest właśnie komunikacja. Zabawnie jest obserwować jak ludzie się słyszą, ale nie słuchają, a zaraz potem przekomarzają czy kłócą. Dlaczego zaczynamy dzisiaj od "końca" relacji, całkowicie pozbawiając jej magii jaką daje rozmowa? Dlaczego tak bardzo chcemy wszystko "na wczoraj" bez doceniania możliwości poznawania tej drugiej osoby, która sprawia, że i siebie poznajemy czasami od nowa?