Stone
Czasami mam wrażenie, że dźwigam na barkach wielki ciężar. Ale to tylko iluzja. Nie jestem jak Syzyf - nie wykonuję tej samej pracy codziennie od nowa. Kamienie, które w sobie nosze, staram się codziennie przenosić o krok na przód.
Jestem zwolenniczką robienia nawet mikro kroków, niż stania w miejscu. Rozumiem - jest trudno. Czasami trzeba pomarudzić, ponarzekać, poużalać się nad sobą. W porządku. Masz do tego prawo. Ale Twoim obowiązkiem jest też podnieść się z tych kryzysów. Dzisiaj nie widzisz wyjścia. Jutro już możesz je zobaczyć. Odżałuj, rozładuj negatywną energię emocjonalną i weź się do szukania swojej drogi.
Nie mów mi, że zza monitora to się łatwo mówi. Nie znasz mojej historii. Nie wiesz, co sprawiło, że dzisiaj jestem właśnie taką osobą. Nie poznasz mnie, bo nie zadasz sobie trudu. Jedyne, co o mnie wiesz, to to, że mam serce z kamienia.
Już tam byłam i widziałam te sztuczki. Nie wzruszają mnie kwieciste słowa, mówione nad wyraz, by tylko pochwycić moją atencję. Nie oceniam Cię po słowach, bo kłamać możesz stale. Czyny mówią więcej niż wysmakowane komplementy, a tu wypadasz blado. Jeśli ktoś chce się z kimś spotkać to ustala termin, a nie mówi o tym jak bardzo ma napięty kalendarz. Rzucanie słów na wiatr to dla mnie brak szacunku. Nie szanujesz mnie jako człowieka, myśląc, że złapie się na te sztuczki. Jak widzisz nie udało się. Nie szanujesz mojego czasu, myśląc, że popędzę czym prędzej na ustalone w ostatniej chwili spotkanie. Nie, nie ja. Starasz się zaimponować mi swoją elokwencją i rozległą wiedzą, ciągle opowiadając o pracy. Fakt - nie znam się na tym. Ty na mojej też nie, ale o tym słuchasz grzecznościowo, żeby w odpowiednim momencie móc zmienić temat. Albo pouczasz mnie jak gówniarę zapominając, że mam już swoje lata i nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Chcesz mojego szacunku - traktuj mnie z szacunkiem, po partnersku. Swoje docinki o równouprawnieniu wsadź sobie w buty. Jeśli nie rozumiesz czym są dobre maniery, to ich miejsce jest obok słomy, która Ci z nich wystaje. Zbyt ostro? Cóż... Sam mnie tego nauczyłeś. Jesli Ty możesz wyliczać mi bez końca moje wady, to ja też mogę.
Cieszysz się, że z Tobą rozmawiam. Mówisz, że promienieje podczas rozmów. Szukasz głębszego sensu w czymś powierzchownym. Zabawne, że to kobiety szukają zawsze drugiego dna. Otóż ja lubię rozmawiać. To dla mnie jak jazda na rowerze czy jedzenie ulubionego ciastka - jest miłe, to cieszy. Skończy się, to nie powód do rozpaczy. Jak żart jest dobry to się po prostu z niego śmiejesz. Przecież to logiczne. Mam ochotę to rozmawiam. Mam ochotę wysłuchać to to robię. Nie ma w tym drugiego dna. To tylko rozmowa, a nie głębsze uczucia.
Kiedyś myślałam, że wystarczy przeżyć ze mną dzień, by wiedzieć z czym się na co dzień zmagam. Dziś powiedziałabym, że pół roku nawet nie wystarczyło, by ktoś wiedział z kim ma do czynienia. Przesadzam? Nie sądzę;)
Kiedy na wstępie informuje, że mam serce z kamienia, próbujesz tanich sztuczek. Kiedy to przynosi odwrotny skutek, złościsz się i dalej próbujesz innych technik. Nie rozumiesz jak szczerze mówię, że jestem trudna. Udajesz, że dasz radę, a potem obwiniasz mnie o to, że trzeba włożyć zbyt wiele wysiłku. Informowałam Cię, a Ty nie słuchałeś. Kolejna egocentryczna cecha - wiesz lepiej. Widzisz, by mnie poznać musiałbyś wkładać codziennie dużo trudu by prowadzić i pogłębiać rozmowę, by być kiedy będę sprawdzać czy w razie czego mam w Tobie oparcie, wysłuchać co do Ciebie mówię, a nie słyszeć tylko to, na co masz gotową odpowiedź. Starać się mnie zrozumieć, czego nie potrafisz, bo to wysiłek. Zabawne jest to, że znasz mnie po kilku rozmowach. A tak na prawdę nie znasz żadnego z powodów, kiedy twardniało mi serce.
Z dedykacją dla wszystkich tych szczerze adorujących, których już nie ma. Zrobiłam z Was all-in-one;)
Jestem zwolenniczką robienia nawet mikro kroków, niż stania w miejscu. Rozumiem - jest trudno. Czasami trzeba pomarudzić, ponarzekać, poużalać się nad sobą. W porządku. Masz do tego prawo. Ale Twoim obowiązkiem jest też podnieść się z tych kryzysów. Dzisiaj nie widzisz wyjścia. Jutro już możesz je zobaczyć. Odżałuj, rozładuj negatywną energię emocjonalną i weź się do szukania swojej drogi.
Nie mów mi, że zza monitora to się łatwo mówi. Nie znasz mojej historii. Nie wiesz, co sprawiło, że dzisiaj jestem właśnie taką osobą. Nie poznasz mnie, bo nie zadasz sobie trudu. Jedyne, co o mnie wiesz, to to, że mam serce z kamienia.
Już tam byłam i widziałam te sztuczki. Nie wzruszają mnie kwieciste słowa, mówione nad wyraz, by tylko pochwycić moją atencję. Nie oceniam Cię po słowach, bo kłamać możesz stale. Czyny mówią więcej niż wysmakowane komplementy, a tu wypadasz blado. Jeśli ktoś chce się z kimś spotkać to ustala termin, a nie mówi o tym jak bardzo ma napięty kalendarz. Rzucanie słów na wiatr to dla mnie brak szacunku. Nie szanujesz mnie jako człowieka, myśląc, że złapie się na te sztuczki. Jak widzisz nie udało się. Nie szanujesz mojego czasu, myśląc, że popędzę czym prędzej na ustalone w ostatniej chwili spotkanie. Nie, nie ja. Starasz się zaimponować mi swoją elokwencją i rozległą wiedzą, ciągle opowiadając o pracy. Fakt - nie znam się na tym. Ty na mojej też nie, ale o tym słuchasz grzecznościowo, żeby w odpowiednim momencie móc zmienić temat. Albo pouczasz mnie jak gówniarę zapominając, że mam już swoje lata i nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Chcesz mojego szacunku - traktuj mnie z szacunkiem, po partnersku. Swoje docinki o równouprawnieniu wsadź sobie w buty. Jeśli nie rozumiesz czym są dobre maniery, to ich miejsce jest obok słomy, która Ci z nich wystaje. Zbyt ostro? Cóż... Sam mnie tego nauczyłeś. Jesli Ty możesz wyliczać mi bez końca moje wady, to ja też mogę.
Cieszysz się, że z Tobą rozmawiam. Mówisz, że promienieje podczas rozmów. Szukasz głębszego sensu w czymś powierzchownym. Zabawne, że to kobiety szukają zawsze drugiego dna. Otóż ja lubię rozmawiać. To dla mnie jak jazda na rowerze czy jedzenie ulubionego ciastka - jest miłe, to cieszy. Skończy się, to nie powód do rozpaczy. Jak żart jest dobry to się po prostu z niego śmiejesz. Przecież to logiczne. Mam ochotę to rozmawiam. Mam ochotę wysłuchać to to robię. Nie ma w tym drugiego dna. To tylko rozmowa, a nie głębsze uczucia.
Kiedyś myślałam, że wystarczy przeżyć ze mną dzień, by wiedzieć z czym się na co dzień zmagam. Dziś powiedziałabym, że pół roku nawet nie wystarczyło, by ktoś wiedział z kim ma do czynienia. Przesadzam? Nie sądzę;)
Kiedy na wstępie informuje, że mam serce z kamienia, próbujesz tanich sztuczek. Kiedy to przynosi odwrotny skutek, złościsz się i dalej próbujesz innych technik. Nie rozumiesz jak szczerze mówię, że jestem trudna. Udajesz, że dasz radę, a potem obwiniasz mnie o to, że trzeba włożyć zbyt wiele wysiłku. Informowałam Cię, a Ty nie słuchałeś. Kolejna egocentryczna cecha - wiesz lepiej. Widzisz, by mnie poznać musiałbyś wkładać codziennie dużo trudu by prowadzić i pogłębiać rozmowę, by być kiedy będę sprawdzać czy w razie czego mam w Tobie oparcie, wysłuchać co do Ciebie mówię, a nie słyszeć tylko to, na co masz gotową odpowiedź. Starać się mnie zrozumieć, czego nie potrafisz, bo to wysiłek. Zabawne jest to, że znasz mnie po kilku rozmowach. A tak na prawdę nie znasz żadnego z powodów, kiedy twardniało mi serce.
Z dedykacją dla wszystkich tych szczerze adorujących, których już nie ma. Zrobiłam z Was all-in-one;)