#winner
Do napisania tego posta, wyjątkowo spontanicznie, przyczyniła się lecąca w radio piosenka Abby. A konkretnie słowa: the winner takes it all.
Otóż, rzecz miała się tak: pogrążona w pracy, słyszałam szumiące w oddali radio. Jak to zwykle - leci piosenka, ale raczej jest tłem do zadań głównych. Tym razem też tak było. Z małą drobną różnicą: za którymś razem do mojej świadomości dotarł wers: "the winner takes it all".
To takie oczywiste, prawda? Przecież zwycięzca zawsze zgarnia główną nagrodę. Nagroda jest przecież zwieńczeniem wysiłku i starania. Praca jaką wykonujemy z myślą o "głównej nagrodzie" czy zwycięstwie jest o wiele przyjemniejsza.
Od razu w mojej głowie zrodziły się pytania: kim jest zwycięzca? Jaka to musi być osoba? Mimowolnie moje rozmyślenia podążyły w stronę odwagi. Czasami spuszczam tak mózg z łańcucha, żeby się wyszalał z tymi myślami;) No i jakoś od razu pchał mnie w ważny dla mnie cytat, który swego czasu był jak moje życiowe motto.
W szkole średniej siedziałam na sali gimnastycznej, było to bodaj jakieś spotkanie z ważną personą. Szkoła miała taki zwyczaj, że robiła z sali gimnastycznej aule i wtedy wieszała na ścianie nazwę i motto.
Siedząc przodem do tej dekoracji mimowolnie czytasz wszystko, co jest przed oczami. Czytałam i ja:
"Świat należy do tych, którzy go biorą" B. Prus
Czytam raz, drugi, trzeci i kolejny. Nie wiem po ilu razach ślizgania oczu po literach dotarło do mnie, że świat faktycznie należy do tych, którzy go biorą, bo oni mają odwagę by go sobie wziąć. Mają to palące pragnienie, że czegoś chcą. Chcą tego tak bardzo, że robią wszystko by to sobie wziąć. Wkładają w to trud i pracę, a potem są zwycięzcami, którzy biorą wszystko.
Tak. To właśnie jest takie proste. Wystarczy tego nie komplikować, ale bardzo chcieć.