#Failure
Mając nieco więcej czasu, przejrzałam ostatnie posty na blogu. Nawet fajnie tematycznie się to zgrało - zagadnienia z psychologii wytrzymałości, poprzedzone fragmentami z psychologii rozwoju.
Kilka słów tytułem wstępu: psychologia rozwoju (zwłaszcza ta akademicka - w cyklu rozwoju człowieka) traktuje o tym, że człowiek ma szereg etapów w swoim życiu i na każdym z nich doświadcza kryzysu. W psychologii rozwoju każdy kryzys jest traktowany jako rozwojowy. Co by się nie działo, jednostka się czegoś uczy, więc ciągle się rozwija. Szczególnie upodobałam sobie to podejście do zagadnienia kryzysu.
Psychologia wytrzymałości to twór popularyzowany przez Ala Siebierta. Swoiste zwrócenie uwagi na to, że psychologia, głównie kliniczna, skupia się na leczeniu/pomaganiu post factum. Tak na prawdę żadna z licznych psychologicznych gałęzi nie dostarcza wiadomości prewencyjnych. Stąd odpowiedź Siebierta psychologią wytrzymałości.
Porażka... Wszyscy jej doświadczamy. W mniejszym lub większym stopniu. Różni nas tylko to, jak ją przeżywamy. W tym miejscu powinien byś pewnie spory fragment o teorii temperamentu z omówieniem poszczególnych składowych. Ograniczę się do tego, że to jak długo i w jaki sposób przeżywamy porażki skupia się nie tylko wokół temperamentu (osobowości), ale też wokół środowiska i wyuczonych schematów reakcji z dzieciństwa.
Tak na prawdę nie ma nauki bez niepowodzenia. To bardzo ciekawe jak w dzieciństwie, ucząc się chociażby jazdy na rowerze, niezbyt przejmowaliśmy się upadaniem raz za razem. Nie skupialiśmy się tak bardzo na niepowodzeniu. A nawet, jeśli chwilowo, rower poszedł w kąt, to ostatecznie wracaliśmy. To, co robimy w dorosłym życiu to też nauka - codziennie uczymy się nowego podejścia. Dobrze odzwierciedla to sytuacja:
Za każdym razem, jak jadę w trasę to słyszę od przyjaciół: jedź ostrożnie. To miłe. A ja się za każdym razem uśmiecham i mówię: jak zawsze. Choć niektóre trasy znam na wylot. Łącznie z każdą dziurą, o zakrętach nie wspominając, to nie pomylę się, gdy powiem, że nie trafiam na takie same warunki dwa razy. Jest sporo czynników, które mają na to wpływ: od pogody przez natężenie ruchu na trasie, kończąc na moim samopoczuciu jako kierowcy. Zbyt dużo zmiennych, by móc trafić idealnie w to samo.
Tak jest również z życiem codziennym. Każdy dzień jest inny, obfitujący w inne zmienne. Ale! Nie pójdziemy w stronę analizy czynnikowej. Wrócimy do porażki i jej znaczenia.
Porażka, tak mocno negatywnie nacechowana, jest zmienną wpisaną w codzienność. Nie fiksuj się na tym, by jej unikać. Nie fiksuj się na tym, że doświadczając jej, będziesz sobie dowalać. Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi (nie znam autora tego powiedzenia). Popatrz na to jak na szansę, by zrobić coś lepiej. Skoro jedna droga nie wyszła. To gdzieś był błąd. Znajdź go, skoryguj, obłaskaw w głowie. Bo jak mawiał John Adams: problem to okazja w przebraniu. A czym innym jest porażka, jak nie problemem i finalnie kolejną okazją, by móc dalej osiągać swoje cele?