...Update...
Będzie krótko, żeby tematyka nie poniosła za daleko od statystyk. Mam kilka tematów, które dojrzewają. więc pewnie jak znajdę czasu ciut więcej, to opiszę.
Obiecane podsumowanie lutego. Szczerze mówiąc liczyłam na bardziej imponujące liczby. Tydzień co prawda się jeszcze nie skończył, a póki co mam na koncie 10 przeczytanych książek. Delikatna przewaga względem tygodni kalendarzowych. Moja ambicja czuje niedosyt, nie ma co ukrywać. Choć w zeszłym roku zamykałam luty z podobnym wynikiem.
Twarde konkrety - tydzień 9:
przeczytane - 10
rozpoczęte - 5
Skąd takie dane? Poniekąd jednego audiobooka zawsze mam w aucie z przeznaczeniem: do słuchania w trasie. Pozostałe 4 pozycje to akurat 3 z gatunku ambitne (co oznacza "ambitne" było w poprzednim poście), jedna książka jako odskocznia/nagroda/rozrywka.
Ciut więcej o funkcji "nagroda". Czytam w zasadzie dla siebie, ale czasami ciężko się zmobilizować, bo są na liście książki, które próbuje przeczytać od 2 lat i się jakoś tak magicznie odkładają na biurku. Mam kilka patentów na takie pozycje.
Jedna z nich to metoda małych kroków - tu mocno skupiam się na tym, by wypracować sobie rutynę. Powiedzmy: czytam 30 min przed snem. Staram się tego pilnować, co jest dość łatwe. Na początku jest opór, wiadomo, ale z czasem jak docierają do mózgu ślady tego, że to przynosi efekt, to chętniej współpracuje. Reasumując jakoś to idzie - nie w tempie błyskawicy, ale idzie.
Druga opcja to poszukać audiobooka i się nim wspomagać. Nie raz zmęczenie po całym dniu sprawia, że zwyczajnie nie masz siły czytać. Normalna rzecz - infekcja, przemęczenie oczu od komputera, itd. Wtedy dalej utrzymuję 30 min dziennie przed snem jako nawyk, ale wspomagany audiobookiem.
Dodatkowym bonusem książek audio jest też to, że pomagają mi przebrnąć przez nudne pozycje, które to miały być fajne, a okazały się rozciągnięte z akcją i w ogóle zaczęte, a jak zaczęte, to wypada skończyć ;) No właśnie i tu wkracza audio. Jak kategoryzuję książkę jako mocno oporną to wtedy puszczam ją gdzie się da: rano na 30 min przed wstawaniem, w aucie, w domu przy sprzątaniu. Jak najczęściej i jak najwięcej, by się szybciej męka skończyła ;)
Problem pojawia się, gdy książka nie ma wersji audio (nawet czytanej przez automat). Jak zmobilizować się do czytania czegoś, co jest rozczarowująco nudne? O tym może w podsumowaniu marca;) A do tego czasu może uda mi się opisać szerzej pętle stresowa (ja to tak nazywam, więc proszę się nie sugerować, że tego np. nie ma w internecie) i dawno temu wspomniane listy.
No! Teraz jak napisałam to tutaj, to nie ma, że się mogę wymigać (tak - to moje zabezpieczenie "motywacyjne" ;))