Rollercoster
Przyspieszam by zwalniać. Można by chyba za Korą zanucić falowanie i spadanie. Nie spadam. Konsekwentnie pnę się w górę i dosłownie i w przenośni:)
Góry podbite - napiszę wprost. W niemal całkowitym zaplanowanym wymiarze.
Tymczasem tydzień 31:
Przeczytane: 38
Rozpoczęte: 3
Fajnie to wygląda jak liczba zbliża się już do mojego rekordu sprzed roku. Czy uda się go wyrównać w sierpniu? Nie wiem. Wrzesień też brzmi dobrze:)
Lipiec był szalony. Szybki, wolniejszy, przeplatany, niespodziewany.
Nadwyraz piękny i doładowujący.
Projekt Carla ma już kiszonki na koncie. Kilka warzyw z podwyższanych grządek wyskoczyło ze słoika na talerz;) Jest wystrzałowo.
Projekt Dżungla doczekał się i nazwy i poziomek. Patrząc na nie będę z uśmiechem wspominać wyprawę do Kotliny Kłodzkiej.
Myślę, że te pół roku z maleńkim haczykiem dało mi dużo różnych doświadczeń pod hasłem: "chcieć to móc". Cieszy mnie to, że cały czas jestem w ruchu - czy to dosłownie, czy metaforycznie. Pisząc tego posta przepełnia mnie wdzięczność. Mogłam przeżywać przygody, zdobywać doświadczenie, poszerzać wiedzę i testować rozwiązania.