Stress Spiral

 Jakiś czas temu obiecałam napisać coś więcej na temat nazywanej przeze mnie pętli stresowej. Miało być perfekcyjnie, naukowo, z odnośnikami źródłowymi. Zamiast tego, jest po mojemu, żeby nie odkładać tego wciąż na później.

Dawno, dawno temu, gdy człowiek mieszkał w jaskini i chodził na łowy, był już wyposażony w psychologiczny mechanizm: walka lub ucieczka.

W chwili zagrożenia, mózg decydował czy uruchamia walkę czy ucieczkę. W obu przypadkach cała "moc" organizmu była skierowana na przetrwanie. Głównie chodzi o to, że zmienia się gospodarka hormonalna organizmu. Poziom adrenaliny wzrasta, nadnercza produkują więcej kortyzolu. Ten właśnie kortyzol powoduje spustoszenie w organizmie. 

Część z czytających wie, część nie, ale od lat borykam się z IBS'em. Jest to choroba na tle stresowym. Właśnie nadmiar kortyzolu w organizmie negatywnie odbił się na moim układzie trawiennym. 

Chciałabym w tym momencie podkreślić, że nie każdy stres, a co za tym idzie, podwyższony poziom kortyzolu jest wyniszczający. Długotrwale utrzymujący się wysoki poziom kortyzolu w organizmie i cały organizm stale nastawiony w trybie "walka-ucieczka" potrafi nadszarpnąć zdrowie.

W dłuższej perspektywie najbardziej obrywają jelita. Coraz więcej się mówi o tym, że jelita są drugim mózgiem. Udało się na przestrzeni lat ustalić, że to właśnie jelita są odpowiedzialne za odporność oraz produkcję m.in. hormonu szczęścia. Jeszcze nie mówi się o tym głośno, ale problemy z tarczycą oraz początki depresji biorą się z "zaniedbanych" jelit. Ostatnio też nasilają się przypadki insulinooporności.

Jak zapobiegać? Nadmierny poziom kortyzolu najlepiej rozładowywać poprzez ruch. Jelita zresztą uwielbiają ruch. Także mamy tu sytuację tzw. win-win. Intuicyjnie zresztą większość osób rozładowuje stres poprzez sport. 

Nie dość, że w ruchu rozładowujemy kortyzol, to jeszcze wytworzamy serotoninę. Już sam szybszy spacer (chodzi o to by podwyższyć tętno do tzw. zadyszki) wpływa bardzo korzystnie na nasz nastrój. 

Nie da się oczywiście magicznie poprawić stanu jelit, a co za tym idzie i organizmu samymi spacerami. Niestety, ale lekkostrawne posiłki są tutaj kluczowe. 

Kiedy zaczynałam swoje leczenie holistyczne, jadłam same warzywa (pieczone, bądź duszone; rzadko surowe), mało owoców, piłam ziołowe mieszanki. Tak, kawę też :P Miałam przyzwolenie na jedną kawę dziennie. Dodawałam do niej odrobine oleju kokosowego, a mleko zmieniłam na napoje roślinne. Pewnie się zastanawiacie jak można tak żyć. A ja się zastanawiam jak mój organizm wytrzymywał w chwilach największego stresu na Kinder batonikach i kawie, z jednym konkretnym posiłkiem (często fast-food) wieczorem. Pamiętam kolki jelitowe przez dwie-trzy godziny, które nie dały się zniwelować żadnym przeciwbólowym specyfikiem. Także, warzywa przez kilka miesięcy były absolutnie niezbędne.

To był też przełomowy moment w moim życiu. Na wielu płaszczyznach. Powoli wprowadzałam do jadłospisu owoce, nabiał, na końcu pieczywo. Zaznajamiałam się z dietą FODMAP, produktami bez glutenu, bez laktozy, o prostym składzie. To, co dziś lansują w mediach jako świadome odżywianie, ja znam już od jakichś sześciu lat. 

Projekt Carla miał być moją pracą nad sobą: lepsze nawyki przed snem, więcej ruchu, poranne rytuały, poszerzanie wiedzy o żywieniu, testowanie metod. Obecnie z tego wszystkiego nie udało mi się osiągnąć niczego, poza wprowadzeniem kiszonych pokarmów. Moja miłość do kiszonych ogórków jest już chyba legendarna, ale przez te wszystkie lata doszło jeszcze sporo innych przysmaków (m.in. rzodkiewka, marchewka). Mam możliwość hodowania warzyw i samodzielnego przygotowania przetworów. 

Nie jestem idealna, mimo całej tej wiedzy (bazowej i rozwijanej) mam swoje kulinarne grzeszki. Jednym z celów na przyszły rok będzie zabieranie ze sobą drugiego śniadania, bo bez niego zajadam "głupoty". Nie stronie od słodyczy. Umówmy się: czekolada Kindera czy Milka, to nie są zdrowie rzeczy. Ale smakują;) Także cały ten post nie jest o tym, by żyć jak asceta, biczować się za słodycze itd. Jest o tym, że nierozładowany stres wyniszcza; że powrót do stanu sprzed "wyniszczenia" to długa droga i tak na prawdę (bez wyrobionych nawyków) wyzwanie każdego dnia. 

Mogłabym długo pisać o tym jak bolesne jest rozkurczanie jelit, które pod wpływem stresu się zaciskają albo jak wiele różnych opcji oczyszczania testowałam. Nie o to mi chodzi. Chodzi o to, że większość ludzi nie ma wiedzy co stres robi z organizmem. 

PS. Zapomniałam jeszcze wspomnieć o probiotykach, ale to sobie doczytacie;) Nie mylić z prebiotykami ;)

Popularne posty